Pogorzel

Nadal bolą mnie mięśnie.

Dziwna sprawa kiedy biorą górę nad człowiekiem emocje. Kiedy jest w tobie takie natężenie że czujesz fizyczny ból… ale nie kłujący czy rozchodzący sie raczej taki napięciowy jakby ktoś rozciągał Wam mięśnie w takim notorycznym wysiłku ponad Wasze siły… jednostajne natężenie… Tak jakby całe Wasze ciało chciało te emocje zatrzymać w sobie, by nie spaliły całego Waszego świata. Aż w końcu płomienie sie wydostają, nie, nie płomienie to coś jak taran, taran toruje wyjście tej całej armii, która stoi za napięciem Waszych mięśni a gdy to następuje wtedy powstaje ogień, który nazywa się gniew jest to zabójcza trucizna.Jej celem są skrupuły a wzmacniaczem drobne urazy. I wtedy zaczyna sie wojna poprzedzona i wzmocniona ogniem bo gdy już sie w tobie wypełni armia i rzuci sie na wroga, który nie zdaje sobie z tego sprawy wtedy, wszystkie emocje z gniewem na czele, płoną wartkim płomieniem, tak nie do zatrzymania jak wodospad. Nic sie przed nim nie osłoni, możemy tylko czekać lub dorzucić do swojego ognia i połączyć swoje płomienie…

Ale po wojnie gdy opadnie już kurz emocji, czuć tylko zmęczenie pot, łzy i smutek,a czasem też jedynego pacyfistę w naszym okręgu złości, poczucie winy. A gdy ono jest dość silne to jest też nadzieja, że deszcz skrupułów zaleje pogorzel i nasz świat będzie można znów zasiać, zbudować, odnowić. Bo zawsze trzeba coś zniszczyć, stracić, znieważyć coś, by zrozumieć cenę tego co posiadamy i by stworzyć coś lepszego.

Czuje w powietrzu kłopoty i nie mogę tych złych przeczuć zahamować. Błagam los żeby sie nie sypnęło teraz kiedy moja wiara w swoją osobę sięga dna i zaczynam dopiero uczyć sie być siebie pewna być sobą dorosłą zaczynam dopiero próbować sie pozbierać i naprawić własną wiarę w siebie. wstaje rano patrze w lustro a w tym lustrze jest zmęczona twarz z workami pod oczami a za tymi oczami kryje sie zwątpienie martwota spowodowana notorycznym niepokojem bo jak zapłacę za rachunki jak sprostam oczekiwaniom jak pozdaje to co pozdawać wypada a jak przy tym wszystkim nie stracić resztek z tego co w sobie lubię a co tak szybko sie zaciera i o czym tak szybko zapominam. A już nawet codziennie wstaje i próbuję zamaskować tą swoją wmówioną sobie brzydotę makijażem i już pomału próbuje sobie w to lustro powiedzieć że jestem ładna i teraz sie rypnie czuje ze sie rypnie ale muszę próbować bo co innego mi zostało? Musze sie pozbierać MUSZE.

Jak się wypełnić kiedy ma się pustkę w głowie. Jak rozbić myśli na ważne i błahe? Jak poznać prawdę o sobie i rzucić się w wir życia bez strachu że się wszystko zniszczy lub niczemu się nie sprosta kiedy serce pragnie a umysł hamuje? Jak pozbyć się strachu wiążącego do stopnia paraliżu?
Boje się jak dziecko podejść podjąć decyzje mimo że jej pragnę więc czaje się zrzucam to na innych nawet nie świadomie bo czekam aż ktoś za mnie podejmie decyzje. Jak można być tak dwulicowym jak ja? W jednym wypadku goniącym do wszystkiego i nie bojącym się skoczyć a z drugiej strony wahającym się i wycofującym się gdy tylko złapią go wątpliwości. Czuje się źle bo czuje się gorsza od pięćdziesięciu procent ludzi którzy są faktycznie coś warci dodatkowo osiadam na lurach i często sie poddaje, nie walczę bo już w przedbiegu uznaje, że przegram. Boje się mieć przed sobą jakiekolwiek wyzwanie bo musiałbym próbować mu sprostać a to już wymaga wysiłku, to już oznacza że jest prawdopodobieństwo tego że mogę nie dać rady więc lepiej zostawić furtkę, lepiej sie w to nie mieszać uciec wycofać sie zostawić tak jak jest bo tak jak jest, jest dobrze, a nie jest dobrze. Zycie wymaga w pewnym momencie żebyśmy określili na czym nam kurwa zależy, o co chcemy walczyć, czego sami chcemy a nie czego chcą od nas inni. Czasem przychodzi moment kiedy musisz stanąć i spojrzeć sobie w twarz i kiedy przyjdzie ten moment każdy z nas chce w swoich oczach zobaczyć dumę, że sie jest tym kim sie jest gdy się tego nie widzi to jest źle a gdy sie widzi obrzydzenie to jest powód do tego żeby sie kurwa zmienić. I fakt że ty nie będziesz sobie w te oczy patrzył nie zmieni tego że to obrzydzenie siedzi w tobie i kurwa samo nie wyjdzie bo jest chujem trzeba je wyrwać z korzeniami a nie da sie tego zrobić bez odpowiednich narzędzi. To znaczy bez siły woli, bez samozaparcia i bez zaangażowania i chęci zmiany siebie na lepsze.
Tylko najpierw trzeba kurde te narzędzia w sobie znaleźć a to już nie jest takie łatwe.

Lustrzane odbicie

No i stoję w tej zagrzybiałej łazience i patrze w swoje odbicie w tym brudnym lustrze i widzę twarz całkiem kurwa zwykłą taką jaką widzę codziennie. Tylko że to odbicie nie czuje posmaku pośpiesznie spalonego papierosa w ustach. Ono nie czuje lodowatych palców rozcierających te martwo-blade policzki. Nie czuje palącego poczucia winy które energicznie gra rytmiczną piosenkę w mojej głowie. To głupie lustrzane odbicie które pokazuje zielone oczy nie czuje rozdzierającego bólu które odczuwa moje serce które sama z czystej głupoty rozerwałam sobie na strzępy a teraz posypuje je solą bo jestem jebaną masochistką. Dłonie jakby same łapią za krawędź pękniętej porcelanowej umywalki i gwałtownym ruchem całe moje ciało jakby sterowane przez kogoś innego uderza czołem w bezduszne, bezlitosne i bezdennie głupie odbicie w lustrze. Czuje jak kawałki ostrych krawędzi rozcinają mi skórę a pulsujący ból rozlewa od czoła przez policzki, nos i całą twarz.A gdy moja gorąca krwisto czerwona krew płynie z ran skraplając się na moim żółtym podkoszulku, już wiem, że nawet to rozbicie nie bolało mojego cholernego odbicia.

To miejsce jest na tytuł

Ostatni raz już płone. To będzie moja klątwa. Moje przeznaczenie. Porzucić coś by nadać czemuś większe znaczenie. Czasem potrzeba nam stanąć nad przepacią spojrzec w dół a potem przeskoczyć na drugi brzeg zostawiając za sobą wszystko, ryzykując upadek a nawet śmierć. Dlatego życie tak dobrze smakuje. Gorzką czekoladą zlizywaną z twoich ust i słodkimi borówkami wyciąganych z twoich rąk. Strach to tylko emocja zmieniająca nasze życie, dbająca oto byśmy instynktownie uciekali w razie niebezpieczeństwa strach to nadopiekuńczy rodzic który niszczy swojemu dziecku życie jeśli nie umie mu sie ono postawić. Dlatego ogień mnie ochrzci i pobłogosławi spali a popiół strach i pozwoli wydostać sie z własnej ciemnej i ciasnej skorupy. Czując jego liźniecia na ciele czuje wolność i zapach domu do którego moge sie uciekać. Domu zamkniętego w mojej spokojnej duszy bo nie jest bezdomny ten kto ukocha samego siebie i kto do siebie chce wracać. Dlatego spalmy sie i rzucmy sie przez przepaść tak by nasz spopielony strach został daleko za nami. A my nadzy spowici jedynie naszą bliskością poszlibyśmy razem skakać przez inne przepaści.

You are my handler

Poczuła jego dłoń pieszczącą jej ramie od łokcia aż po nadgarstek w lekki niezobowiązujący sposób. Nawet teraz czuła na ustach jego język który również niezobowiązująco rozpoczynał ścieżkę pieszczot od jej ucha przez szyje aż po łopatkę by oderwać sie gwałtownie od jej skóry. Stojąc za nią chwycił jej biodra w mocny władczy uścisk swoich stwardniałych dłoni i przyciągnął je do siebie. Ciepło rozeszło sie po jej ciele wywołując dreszcze wstydu wyuzdania i żądzy po której wiedziała że przyjdą wyrzuty sumienia pełznące po jej trzewiach i rozgałęziające sie po jej myślach, ale teraz miała to gdzieś bo on ugryzł ją w szyje i zamruczał jej komendę do ucha a ona znów ugięła sie przed nim i rozsunęła nogi by mógł ją pieścić. Jego palce przesunęły mocnym energicznym ruchem po jej kroczu a ona jęknęła wyrzucając w ten sposób przez usta całą swoją wole. Jeden ruch pozbawił ją siły by sie sprzeciwić więc gdy pchnął ją na kolana upadła bezwładnie podpierając sie na rękach. Piekły ją kolana i wierzch dłoni a ciało pulsowało w rytm jej przyśpieszonego oddechu. Zmysły sie wyostrzyły i gdy prostowała sie mimo zamkniętych oczu doskonale czuła jak on porusza sie wolno ściągając marynarkę delikatnie rzucając go na pudła w uliczce. Przeszedł przed nią tym samym spokojnym krokiem i staną bardzo blisko niej. miała ochotę go dotknąć ale wiedziała że nie spodobałoby mu sie to. Poczuła szorstki dotyk jakiejś szmaty którą teraz zwinnie wiązał jej oczy. próbowała ją zdjąć ale ją powstrzymał i ukarał ją uderzenie w twarz. Po jej ciele rozlała sie fala goryczy więc gdy próbował wsunąć jej swojego członka w usta zaczęła walczyć ale był silniejszy pchnął ją na plecy i dał upust pożądaniu i złości a ona została tam na klęczkach nadal przed swoją miłością. wypierała z pamięci każdy jego ruch każdą bolesną torturę którą częstował jej ciało bo czego nie robi sie dla miłości. I nawet gdy skończył wytarł się brudną szmatą którą starał się jej zasłonić oczy a potem rzucił ją jej w twarz nawet wtedy nie widziała jego prawdziwej twarzy. Bo już i tak była tylko pustką, skorupą bez wnętrza bez przyszłości bez godności.

Trudna miłość

Dlaczego moje słowa w twoich ustach brzmią inaczej niż gdy ja je wypowiadam.
Dlaczego twój  dotyk na mojej skórze jest tak inny niż to gdy sama sie dotykam.
Dlaczego policzek który mi wymierzasz jest gorszy niz ten który  na twoje żądanie sama sobie wymierzam.
Dlaczego w tym lustrze przed którym stoimy moje oczy widzą potwora i jego bezwartościową zabawkę a ty widzisz szczęśliwe małżeństwo.
Moje oczy są zamknięte  ale widza krew spływającą po dłoniach w wode barwiac ją swoja soczystą czerwienia.
Bogowie prosiłam o mężczyzne a daliście mi kata.
Błagałam o siłe a daliście mi wytrwałość.
Żebrałam o wybawienie a wsadziliśliście mi w dłoń nóż.
Miałam nadzieje na koniec koszmaru a sprowadzilście karetkę.

Świeca

Ogłupiała patrzyła na stopiony wosk, który rozlał się po białym obrusie i przesechł, drażnił ją ten widok ale bardziej przygnębiał ją krwisto czerwony brud na dywanie, który pozostawiła po sobie jej miłość.

Zawsze taki był. Ledwo wszedł już roznosił jej mieszkanie w strzępy tak i teraz a zamiast pomóc przeprosić leży u niej w łóżku jak król piękny irytujący i cały jej. Kochała go. Naprawdę, więc gdy przyszedł dzisiaj powiedzieć o tej idiotycznej i niedorzecznej rzeczy wkurzył ją. Nie miała wyjścia, musiała to zrobić i on w końcu zrozumiał, nie była pewna czy w momencie gdy wbiła mu nuż w plecy po raz pierwszy,  czy dopiero gdy odwróciła go do siebie twarzą po zadaniu kilku ciosów by przenieść go na łóżko gdzie będzie bezpieczny i jej, ale zrozumiał. Miała pewność, ponieważ teraz spokojnie spał. Zasną w jej ramionach. I teraz będą razem i żadna kurwa jej go nie odbierze, a jeśli spróbuje to zgnije w jej piwnicy razem z workiem ziemniaków i sześcioma skrzynkami jeżyn, których nie wyciągnęła z niej już ze dwa lata.

Westchnęła i pomyślała, że musi posprzątać ten bałagan. Czerwony kolor źle komponuje się z jej różowym dywanem

Rutyna dnia (nie)powszedniego

Odnośnik

I znowu czekała.

Na początku nigdy się nie spóźniał, zawsze był punktualny, pachnący, dobrze ubrany teraz jakby się zmienił, często się spóźniał wychodził później, zazwyczaj w pośpiechu i szybko znikał. Wściekało ją to bo nie była przyzwyczajona do takich zmian. Nie czuła się z tym bezpiecznie. „Ale to na pewno chwilowe” powtarzała sobie „na pewno”. Wzięła głęboki wdech i nie wypuszczając powietrza przesunęła szybko wzrokiem z masywnych drzwi frontowych kamienicy, przez kamienne donice z kwiatami, aż po chodnik ,ulice, kilka samochodów stojących na poboczu i znowu szybko wróciła wzrokiem na drzwi. Ani żywego ducha, nic dziwnego powietrze było jeszcze wilgotne,  ponieważ jakieś 5 minut temu padało, a raczej lało, przez co cała mokra, bez parasola, siedziała teraz na tej samej ławce co zawsze, wpatrując się w te same drzwi co zawsze, czekając na tego samego człowieka co zawsze i to było dobre i to było bezpieczne i to było jej znane.

Nagle zobaczyła, że drzwi się uchylają. Przez moment nic się nie działo, ale po chwili zza nich wyszedł on. Kochała go nic nie mogła na to poradzić, dlatego być może to co widziała nie specjalnie pokrywało się z rzeczywistością ale to nie miało znaczenia.  Dla niej jego stary i wytarty garnitur wyglądał cudownie, tłuste włosy jeszcze lepiej. Nie postrzegała długiego krzywego nosa i szramy po rozciętej wardze za nie atrakcyjne wręcz przeciwne uważała je za niezwykle męskie.

Mężczyzna jej życia szedł chodnikiem lekko i płochliwie rzucając na nią przerażone spojrzenie. Oczywiście, że ją zauważył. Zrobił to już kilka razy teraz wydawało się to już normalne. „Nie podchodzi bo się wstydzi” ,tak to sobie tłumaczyła, „ale ja zaczekam w końcu będzie mój. Nie po to czekam tu już od roku i będę go miała. Musze go mieć”.

I z tą myślą wstała i zaczęła iść za swoim przygarbioną i przerażoną obsesją, by pilnować, by żadna kobieta nawet na niego nie spojrzała, ponieważ on będzie jej czy tego chce czy nie.

Plusk

Cichy plusk wody przerwał nasze milczenie i ukazał naszym oczom okręgi odchodzące od siebie na powierzchni jeziora. Moje serce bije tylko dlatego, że jeszcze nie uznałam za odpowiedni czas by zmusić je do końca pracy a ty nie jesteś w stanie tego uszanować więc siedzimy w ciszy by nie musieć się znów kłócić.

Zaczynasz sie wiercić, nigdy nie umiałeś usiedzieć spokojnie, bo twoje leki nigdy nie zapewniały stu procentowej skuteczności. Łapiesz za patyk i rzucasz nim w toń wzbijając kolejne łuki zmuszając je do pracy tak jak strasz sie mnie zmusić bym żyła.

Wzdychasz ciężko i patrzysz na mnie spode łba, a złoty lok zsuwa ci sie na oczy. Zbyt długo nie byłeś u fryzjera wyglądasz okropnie nienawidzę cie w długich włosach. W krótkich też cie nienawidzę. Co ja tu kurwa z tobą robię?

Otwierasz usta jakbyś chciał coś powiedzieć a ja patrze na ciebie ze złością i proszę cie wzrokiem żebyś nic już nie mówił. Twoje pełne zaskoczenia oczy mnie dobijają.

Wstajesz a ja staram sie ignorować seksowny tyłek opięty w dżinsy, piękną sylwetkę i pewne ruchy. Lubie twoją fizyczną powłokę szkoda, że jesteś takim kretynem z charakteru. Odwracam wzrok w stronę jeziora i obserwuje żabę.Skacze wyraźnie gdzieś zmierzając, ma cel instynkt, szczęściara, pewnie złoży ikrę a potem wpadnie pod samochód.

Idziesz sobie i dobra spieprzaj nie potrzebuje cie bucu mogę żyć i umierać sama.

Po chwili czuje jak, coś uderza mnie  w głowę. Kamień. Bardzo inteligentnie, bardzo. Zupełnie jak w przedszkolu. Odwracam się na moim oczom ukazują się tylko jego plecy. Po chwili jednak spostrzegam kartkę rozłożoną na ziemi z napisem:

„Śmierć nie zabija miłości, to miłość zabija śmierć”

Matko bo się porzygam jego romantyzmem.